Schizofreniczna hipokryzja

Jakże zgodnie wszyscy luminarze polskiej polityki, od lewa do prawa, od Marka Siwca po Jarosława Kaczyńskiego, premiera Tuska nie pomijając, oburzają się na okrutne pałowanie manifestantów w Kijowie! Jak często przy tym wspominają też dawne pałowania na Ukrainie czy w Mińsku na przykład!

I ani słowa nikt z nich się nie zająknie o bezlitosnym biciu demonstrantów w Moskwie czy Petrsburgu, jakby samo wypowiedzenie słowa „Kreml” czy „Putin” stawało naszym luminarzom kością w gardle. Pisząc to mam przed oczami - posiekane policyjnymi pałami w krwawiący wzór - plecy studenta Denisa Łuckiewicza, połamane ręce i głębokie rany w głowach Andrieja Artemiewa, Aleksieja Dawidowa, Dmitrija Szczedrina i niezliczonej ilości im podobnych bitych przez rosyjski OMON na placach i ulicach, gdzie ośmielili się manifestować a to w obronie gwarantowanego im przez Konstytucję prawa do demonstracji, a to przeciw represjom, a to przeciw narastającemu w Rosji faszyzmowi, a to przeciw sfałszowaniu wyborów na prezydenta…

Prezydent Putin z pałą o wiele słabiej funkcjonuje w polskiej wyobraźni, niż prezydent Łukaszenka czy prezydent Janukowicz choćby. Jakoś nie ma u nas zwyczaju relacjonowania procesów, podczas których w rosyjskich sądach siedzą, a częściej stoją w żelaznych czy szklanych klatkach ludzie skazani już nawet nie za uczestnictwo w demonstracji, ale za samo podejrzenie, że mogli by się tam znaleźć. A skazuje się ich na lata kolonii kornych coraz bardziej przypominających łagry czasów Stalina. A u nas cisza. Słyszał kto, by się oburzali na to nasi luminarze?

Paradoks wychodzi z tego niemały: Ukraińcy, których popierają, bardziej niż przeciw swemu prezydentowi protestują przeciw dominacji Kremla. Tegoż Kremla, którego jawnych przestępstw popełnianych na niewinnych obywatelach Rosji nikt z tychże luminarzy nie potępia. Podobnie jak quasi demokratyczni luminarze Europy. Bo – jak np. czytamy w korespondencji z Wilna (Gazeta Wyborcza 29.11.13) „historia stosunków Unii Europejskiej z poradzieckim Wschodem jest skażona obojętnością czy też niechęcią Zachodu do narażania się Kremlowi”… Jasne, Kreml to przecież Gazprom i Rosnieft, ropa i gaz, interesy mniejsze i większe, wobec których rozbite głowy Rosjan nie mają żadnego znaczenia. Niech sobie siedzą w klatkach, przezroczystych dla Europy nie tylko dlatego, że szklane. Ich zawartość, czyli protestujący Rosjanie są „wewnętrzną sprawą państwa rosyjskiego”.

Politycy Polski i reszty zahukanej przez Kreml Europy grozić będą a to Łukaszence, a to Janukowiczowi, zmagającymi się - w gruncie rzeczy - z tymże Putinem, którego – w świetle reflektorów i w kuluarach rezydencji do niedawna trwożliwie zagłaskiwali. I zagłaskiwać będą. A mieszankę strachu, hipokryzji i cynizmu urzędnicy europejscy (np. Joerg Forbirg z berlińskiego biura German Marschall Fund) nazwą – płonąc panieńskim rumieńcem – naiwnością
Trwa ładowanie komentarzy...