O autorze
Dziennikarka bez etatowego przydziału (ale nie tylko dlatego określana jako niezależna), wieloletnia (1990 – 2004) korespondentka polskich gazet (Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Życie Warszawy, Sztandar Młodych, Dziennik Polski, wychodzący w USA Nowy Dziennik) i tygodników (Polityka, Wprost, Newsweek) oraz TV POLSAT; autorka filmów dokumentalnych o Czeczenii, a także książek o Rosji: „Pandrioszka” i „Głową o mur Kremla”, obydwu wznawianych: nowe poszerzone o 200 stron i uwspółcześnione (2012) wydanie „Głowa o mur Kremla” ma w tytule dodatek: „Nowe Fakty”.

Laureatka m.in.: Nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego; nagrody im. Melchiora Wańkowicza; nagrody Amnesty International; nagrody „Książka Jesieni 2007” za „Głową o mur Kremla”; nagrody im. Ks. prof. Józefa Tischnera za tę książkę

Schizofreniczna hipokryzja

Jakże zgodnie wszyscy luminarze polskiej polityki, od lewa do prawa, od Marka Siwca po Jarosława Kaczyńskiego, premiera Tuska nie pomijając, oburzają się na okrutne pałowanie manifestantów w Kijowie! Jak często przy tym wspominają też dawne pałowania na Ukrainie czy w Mińsku na przykład!

I ani słowa nikt z nich się nie zająknie o bezlitosnym biciu demonstrantów w Moskwie czy Petrsburgu, jakby samo wypowiedzenie słowa „Kreml” czy „Putin” stawało naszym luminarzom kością w gardle. Pisząc to mam przed oczami - posiekane policyjnymi pałami w krwawiący wzór - plecy studenta Denisa Łuckiewicza, połamane ręce i głębokie rany w głowach Andrieja Artemiewa, Aleksieja Dawidowa, Dmitrija Szczedrina i niezliczonej ilości im podobnych bitych przez rosyjski OMON na placach i ulicach, gdzie ośmielili się manifestować a to w obronie gwarantowanego im przez Konstytucję prawa do demonstracji, a to przeciw represjom, a to przeciw narastającemu w Rosji faszyzmowi, a to przeciw sfałszowaniu wyborów na prezydenta…



Prezydent Putin z pałą o wiele słabiej funkcjonuje w polskiej wyobraźni, niż prezydent Łukaszenka czy prezydent Janukowicz choćby. Jakoś nie ma u nas zwyczaju relacjonowania procesów, podczas których w rosyjskich sądach siedzą, a częściej stoją w żelaznych czy szklanych klatkach ludzie skazani już nawet nie za uczestnictwo w demonstracji, ale za samo podejrzenie, że mogli by się tam znaleźć. A skazuje się ich na lata kolonii kornych coraz bardziej przypominających łagry czasów Stalina. A u nas cisza. Słyszał kto, by się oburzali na to nasi luminarze?

Paradoks wychodzi z tego niemały: Ukraińcy, których popierają, bardziej niż przeciw swemu prezydentowi protestują przeciw dominacji Kremla. Tegoż Kremla, którego jawnych przestępstw popełnianych na niewinnych obywatelach Rosji nikt z tychże luminarzy nie potępia. Podobnie jak quasi demokratyczni luminarze Europy. Bo – jak np. czytamy w korespondencji z Wilna (Gazeta Wyborcza 29.11.13) „historia stosunków Unii Europejskiej z poradzieckim Wschodem jest skażona obojętnością czy też niechęcią Zachodu do narażania się Kremlowi”… Jasne, Kreml to przecież Gazprom i Rosnieft, ropa i gaz, interesy mniejsze i większe, wobec których rozbite głowy Rosjan nie mają żadnego znaczenia. Niech sobie siedzą w klatkach, przezroczystych dla Europy nie tylko dlatego, że szklane. Ich zawartość, czyli protestujący Rosjanie są „wewnętrzną sprawą państwa rosyjskiego”.

Politycy Polski i reszty zahukanej przez Kreml Europy grozić będą a to Łukaszence, a to Janukowiczowi, zmagającymi się - w gruncie rzeczy - z tymże Putinem, którego – w świetle reflektorów i w kuluarach rezydencji do niedawna trwożliwie zagłaskiwali. I zagłaskiwać będą. A mieszankę strachu, hipokryzji i cynizmu urzędnicy europejscy (np. Joerg Forbirg z berlińskiego biura German Marschall Fund) nazwą – płonąc panieńskim rumieńcem – naiwnością
Trwa ładowanie komentarzy...