Co Rosjanin myśli o Newsweeku

Przeglądając rosyjskie portale trafiłam na portal „Kontynentalist”, którego wpis pod okładką ostatniego wydania Newsweeka (10.03.14) cytuję w całości i dosłownie:

Polski Newsweek podgrzewa antyrosyjska histerię



Wszystkim wiadomo, że jednostronne opisywanie zdarzeń to najbardziej zrozumiała i najskuteczniejsza metoda propagandy. Numer ostatniego wydania polskiego Newsweeka znakomicie tego dowodzi równocześnie rozwiewając mit o „uczciwości i obiektywizmie europejskich mediów”, tak popularny w liberalnych i okołoliberalnych kręgach.

Prowokacyjna okładka przedstawiająca Putina w kaftanie bezpieczeństwa, jaki zazwyczaj się wkłada zbyt aktywnym pacjentom szpitali psychiatrycznych, prowokacyjny tytuł i takaż treść. Dość zabawna to lektura po wszystkich tych oskarżeniach, które padały pod adresem rosyjskich prorządowych środków informacji masowej. Mam nadzieje, że wszyscy myślący ludzie i bez tego rozumieją, że propaganda jest nieodłączną częścią każdej maszyny państwowej, jakkolwiek liberalna by ona była.

Na pierwszej stronie przedstawiono opinie Michaiła Leontiewa „kremlowskiego propagandysty” i „ulubieńca Putina”(!) , jak go określono w gazecie. Drugą stronę zajmuje absolutnie chamski i lizusowski (w stosunku do polskich władz) artykuł znanego w Polsce dziennikarza Tomasza Lisa, zawierający ot takie interesujące fragmenty:

„Łamiąc prawo, brutalna eskapada (wg. autora „agresja”) Putina, jego chamskie, pełne arogancji zachowanie oraz cyniczne kłamstwa (wg. autora „pretensje”) nieoczekiwanie zaowocowały odrodzeniem niektórych instytucji i niektórych polityków (najwidoczniej napomykając na wzmożoną aktywność eurourzędników – przyp.autora), a przede wszystkim wskrzesiły poczucie moralności i przyzwoitości u milionów ludzi. W Polsce i nie tylko.” Albo „ patrząc na Ukrainę zaczynamy cenić podarunek historii, otrzymany ćwierć wieku temu, a także to bezpieczeństwo, jakie nam gwarantuje NATO…” Po kilku jeszcze cytatach z artykułu Tomasza Lisa autor kontynuuje:

Dość słabe i pokojowe działania sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na Krymie Lis nazywa „rosyjska agresją” i „krymską Putiniadą”. Oczywiście nie mówi się tu ani słowa o tysiącach prostych obywateli Ukrainy, którzy wyszli na ulice na całym Południowym Wschodzie, wzywając rosyjską pomoc. O referendum, które władze Krymu chcą przeprowadzić 16 marca, wspomina się tylko mimochodem.

Pod zdjęciem ulotki dotyczącej zbiórki leków przez organizacje „Otwarty Dialog” i tłumaczeniem jej treści, autor pisze: A oto ulotka, która wpadła mi w ręce miesiąc temu. Oczywisty dowód na to, że polskie organizacje humanitarne, zarówno niezależne, jak i te rządowe, zbierały leki dla uczestników majdanu, także i dla bojówkarzy.

Po cytacie wypowiedzi Refata Czubarowa, szefa krymskiego medżylisu „Ukraina – jest gwarantem demokracji i przestrzegania praw mniejszości, a jak jest w Rosji z mniejszościami, zwłaszcza muzułmańskimi wszyscy wiemy” autor dodaje: argumentów na potwierdzenie swoich słów szanowny Rafat oczywiście nie przywodzi, a stwierdzenie Rafata Czubarowa, że Tatarzy Krymscy boją się powrotu Rosji, bo pamiętają jak z nimi postąpił Stalin, puentuje: tak czytelnikowi narzuca się analogię „Putinowskiej Rosji” ze „Stalinowskim ZSRR”.

Umieszczono też w numerze – kontynuuje autor - dość interesujący artykuł biograficzny poświęcony prezydentowi FR pod familiarnie ironicznym tytułem „Wowa”. Autorka, niejaka Krystyna Kurczab – Redlich usiłuje pojąć wpływ dziecięcych strachów Putina (strach przed szczurami) na jego postępowanie jako polityka. Godne uwagi jest to, że jako „szczury”, porównywane do „inteligentnych, niezależnych i zbitych w masy ludzi” autorka najwidoczniej widzi rosyjska opozycję.

Jest w numerze także nudna analityka godna lakierowanych wydawnictw dla gospodyń domowych o nastolatków. Ani słowa o milionach Rosjan na Ukrainie, którzy z de iure mają prawo do określenia swojej narodowej przynależności. Nic się w ogóle nie mówi o nabierającym obrotów „Prawym Sektorze”. Którego jawną polonofobię warszawscy propagandziści nie wiadomo czemu ignorują, nie rozumiejąc jakie niebezpieczeństwo dla Polski i całej Europy przedstawiają gnieżdżący się w Zachodniej Ukrainie i w Kijowie fanatycy. Zamiast obrony Polaków żyjących na Ukrainie, których prawa dość szybko mogą być zniesione, polskie media umizgują się do obecnej kijowskiej władzy. W czyim interesie, niedługo się dowiemy.

Tyle – autor artykułu Olgierd Semionow. Pod spodem zaś umieszczono kilkanaście zdjęć udowadniających, że mundury żołnierzy pojawiających się na Krymie są amerykańskie. Samochody terenowe i reszta uzbrojenia też.

No comment.
Trwa ładowanie komentarzy...